Świat jest lepszy niż się wielu wydaje – archiwalny wywiad z ks. Janem Twardowskim

Z księdzem Janem Twardowskim, poetą, rozmawia Aneta Zamojska

– Zbliżają się zaduszki. Czy ksiądz uważa, że to optymistyczne święto?

– Tak. W tym dniu mówi się dobrze o ludziach. To jedyny dzień, kiedy wszyscy mówią dobrze o wszystkich. Idą na cmentarz, to nikt nie powie cokolwiek złego. Najgorsze żony, mężowie, to są święci, dobrzy, bo już odeszli. To jest dzień najlepszego mówienia o ludziach.

– Ksiądz ma dystans do śmierci…

– Bo śmierć to nic smutnego, to spotkanie z Bogiem. Szczęśliwe odejście.

– Czyżby dostrzegał ksiądz same dobre rzeczy?

– Ja widzę same dobre rzeczy, ja widzę więcej dobrych niż złych. Ludzie sobie wymyślają same złe rzeczy, a świat jest lepszy niż się wielu wydaje. Trzeba patrzeć na świat pogodnie.

– I spieszyć się kochać ludzi? Ten księdza wers stał się bardzo popularny.

– Udało mi się to powiedzenie i zostało przyjęte, prawda? Trzeba spieszyć się kochać, żeby nie było za późno. Bo nieraz jest za późno. Ktoś odszedł, a potem są wyrzuty sumienia, że się nie kochało. Odchodzą – to nie zawsze umierają, ale też oddalają się, odjeżdżają. Pisząc to nie myślałem wcale o śmierci. Przestają się przyjaźnić, zapominają.

– Ale „serce to za mało żeby kochać”?

– Widzę, że mam wiernego czytelnika. Tak, całym życiem można kochać. Kochać, lubić, szanować, to słowo wielkie, które trzeba rozmienić na drobne. Kochać, tolerować, to ogromne słowo. „Spieszmy się kochać ludzi” weszło do języka codziennego. I to moja ulubiona fraza, udało mi się to powiedzenie.

– Czym jest dla księdza poezja?

– Jednym ze sposobów dogadania się z człowiekiem. Przez wiersz można z kimś się porozumieć. Skąd ja znam panią? Przez wiersze. W kimś nieznanym zupełnie, z innego świata, można znaleźć bratnią duszę. Właśnie przez poezję.

– Skąd bierze się ogromna popularność wierszy ks. Twardowskiego?

– Może dlatego, że są autentyczne.

– Ksiądz opisuje często świat poprzez naturę, czasami nawet porównują księdza do św. Franciszka. Teraz ksiądz mieszka w Warszawie. Czy tęskni ksiądz za wsią?

– Jak byłem księdzem na wsi parę lat, to dokładnie poznałem wszystkie pory roku. W mieście wielu rzeczy nie widać. Poza tym brakuje tu tego naturalnego, bliskiego kontaktu, jaki jest na wsi, gdzie ludzie się znają i nie ma tej obcości. Na prowincji jest więcej przyrody, w mieście nic nie widzimy. Bo miasto założył Kain. Tak. Zabił Abla i pojechał założyć miasto. A ja tu u siebie mam kawałeczek ogródeczka, to niespotykane w centrum Warszawy. Lubię przesiadywać na ławeczce pod modrzewiem.

– A jak się ksiądz czuje?

– Jak na obrazku.

– Właśnie, to niesamowite poczucie humoru. I dystans do siebie. Pisze ksiądz „Jestem staruszkiem otoczonym pleśnią i grzybami”…

– To ważne umieć śmiać się z siebie. Tak, jak ktoś, kto wszedł do domu, pomylił się i stanął w kącie, a do łóżka położył parasol. Ale umiał to powiedzieć i śmiał się z siebie. Taki poważny bo niepoważny.

– To znaczy, że bez uśmiechu nie można dobrze żyć?

– Uśmiech jest wtedy, gdy policzki chcą się pocałować. Bez uśmiechu nie da się dobrze żyć. Ale śmiech i uśmiech to nie to samo. Bo śmiech może być szyderczy, mówimy: ktoś kogoś wyśmiał.

– U księdza uśmiech wywołują dzieci, zaś u czytelników, opisane przez księdza ich wypowiedzi, jak np. pytanie dziecka w czasie nabożeństwa: Kiedy ksiądz powie: Idźcie ofiary do domu?

– To stwierdzenie jest autentyczne, wzięło się z obserwacji. Dzieci są mi bardzo bliskie, ja je kocham. Bo jak można nie kochać dzieci? Zwłaszcza ich sposób myślenia jest mi bliski. I nie chodzi tu o wiek. Można mieć sto lat i być dziecięcym. A to co innego, niż dziecinny. Dziecinny to naiwny, dziecięcy to ktoś, kto nie stracił duszy dziecka, czuje się dzieckiem Pana Boga, nie jest sam, jest pod opieką Ojca.

– Jest taki wiersz „Tylko dzieciom nie nudziło się w czasie kazania”. Czy, kiedy ksiądz jeszcze prowadził msze, dzieci przeszkadzały w czasie kazań?

– Czasami tak, ale to przeszkadzanie było przyjemne. Chodził taki maluch po ziemi, czołgał się. Co jego to obchodziło, że ktoś gada. Ale trzeba dzieci przyprowadzać do kościoła. I nie straszyć kościołem oraz mówić stosownie do wieku.

– Przeciwnie, niż doktor teologii, który przyszedł do przedszkola i gładząc dzieci po główkach powiedział; „Bóg jest transcendentalny?”

– Tak, to taki pstryczek zbyt mądrym wypowiedziom. Dzieciom o Bogu trzeba mówić jak najprościej. Nie straszyć Bogiem, to wielka rzecz. Jest takie powiedzenie: Bój się Boga – zupełnie bez sensu. Kochać Boga i kochać świat, przestać straszyć Bogiem, ale nie umniejszać znaczenia słów, używać ich w pełnym wymiarze.

– Czy jest Ksiądz szczęśliwym człowiekiem?

– Tak.

– Co się składa na szczęście?

– To, co jest. I to mi wystarcza. Jest tak, jak powinno być. I wiara w Boga daje to szczęście.

– Dziękuję za rozmowę.