Prawa szczęściarza

Czy można zbadać szczęście? Richard Wiseman – profesor Uniwersytetu w Hertfordshire, psycholog, iluzjonista podjął się tego zdania. Efektem jest książka „Kod szczęścia”, z którą was zapoznam.
Otóż prof. Wiseman opisuje, jaką metodę zastosował i jak udało mu się zebrać do badań kilkaset, a potem tysiąc osób. Tu oczywiście duże znaczenie odegrało (nomen omen) szczęście.

Profesor wraz ze swym zespołem podzielił metodologicznie badanych na pechowców i szczęściarzy. I przyjrzał się życiu każdego z nich. Efektem jego prac są cztery prawa i dwanaście reguł szczęściarza.
Pierwsze z praw szczęściarza brzmi: Wykorzystuj przypadkowe okazje jak najlepiej. Szczęściarze tworzą, zauważają i wykorzystają przypadkowe okazje.

Temu prawu, podobnie jak pozostałym, przypisane są reguły. Według autora i jego zespołu naukowego szczęściarze budują i utrzymują sieć szczęścia, podchodzą do życia na luzie i są otwarci na nowe doświadczenia.

Dowodem na to jest m.in. opisany w książce eksperyment. Otóż szczęściarza i pechowca zaproszono, oczywiście w pewnym odstępie czasu, do kawiarni na spotkanie ze współpracownikiem Wisemana. Każdy z badanych miał identycznie zaaranżowaną sytuację, czyli podstawione osoby w kawiarni, wśród nich bogatego biznesmena, zaś przed wejściem na chodniku pięciofuntowy banknot. Szczęściarz wchodząc do kawiarni zauważył banknot i schował go do kieszeni, w lokalu natomiast przysiadł się do biznesmena, zaproponował mu kawę, po pewnym czasie panowie rozmawiali jak starzy znajomi.

Z kolei kobieta z grupy pechowców weszła do kawiarni, nadepnęła na banknot nie zauważając go. Zamówiła kawę, usiadła obok biznesmena i nie odezwała się.

Gdy wieczorem badanych zapytano o wrażenia z dnia pechowiec powiedział, że nie przydarzyło się nic szczególnego, zaś szczęściarz barwnie opowiedział o szczęśliwym dniu, gdy znalazł pięć funtów i poznał biznesmena.

Identyczne możliwości, różne postrzeganie.

Drugie prawo brzmi: Słuchaj swojej intuicji. Szczęściarze podejmują trafne decyzje, słuchają swojej intuicji i przeczuć.

Reguły dotyczą słuchania swojego wewnętrznego głosu przez szczęściarzy oraz wzmacniania intuicji.
Intuicji pojmowanej jako tajemnicze przeczucie, że coś co właśnie zrobiliśmy lub mamy zamiar zrobić jest słuszne lub nie. Z sondy przeprowadzonej przez profesora wynikło, że prawie 90 proc. szczęściarzy stwierdziło, że ufa intuicji w kwestii związków, a prawie 80 proc. przyznało, że kieruje się nią przy wyborze zawodu. W książce opisany jest przypadek Eleonor, której przeczucie uratowało życie.
Otóż kiedy podjechała pod dom autem, obok zatrzymał się motocyklista. Kobieta opisuje, że kiedy opuściła szybę wiedziała, że zanosi się na coś niedobrego. „To była bardzo silne przeczucie – opowiadała. – Doświadczyłam czegoś takiego już kilka razy w życiu i od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Nagle zrobiło mi się bardzo zimno. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale wiedziałam, że ten człowiek ma broń i chce mnie zabić”.

Wiedziała, że nie wolno wysiąść jej z samochodu, powoli sięgnęła po kluczyki i odpaliła silnik. Motocyklista jakby stracił pewność siebie i odjechał. Kobieta po powrocie do domu powiadomiła policję o zajściu. Dwa dni później tego samego motocyklistę zatrzymał do kontroli policjant. Zatrzymany wyciągnął broń i zastrzelił funkcjonariusza. Kobieta jest przekonana, że intuicyjna decyzja o odpaleniu silnika uratowała jej życie.

I takich przykładów w książce jest sporo, myślę, że wielu z nas mogłoby je wzbogacić własnymi doświadczeniami.

Wróćmy do praw szczęściarzy.

Trzecie z nich brzmi: Spodziewaj się najlepszego. Oczekiwania wobec przyszłości pozwalają szczęściarzom spełniać marzenia i realizować ambicje.

Reguły, jakie mu towarzyszą mówią o wierze, że los będzie zawsze sprzyjał i o tym, że szczęściarze spodziewają się udanych stosunków z innymi. Szczęściarze dążą do celu nawet jeśli szanse na sukces są niewielkie i nie poddają się w obliczu porażki.

Przypomina mi to inne stwierdzenie: porażka jest jak wielki kamień: albo pod nim polegniesz, albo na niego wejdziesz.

Z sondy przeprowadzonej przez naukowców wynikło jednoznacznie, że szczęściarze byli głęboko przekonani, że ich przyszłość okaże się wspaniała. To z kolei wpływało na ich nastawienie i działanie. I odwrotnie z pechowcami. Ta grupa była przekonana, że na pewno przydarzy im się jakieś nieszczęście.

I dotarliśmy do ostatniego prawa szczęściarza: Zamień swojego pecha w szczęście. Szczęściarze potrafią przekształcić swojego pecha w szczęście.

Do tego prawa Wiseman dodał cztery reguły:

szczęściarze zawsze widzą pozytywną stronę swojego pecha,

wierzą, że wszelkie pechowe wydarzenia w przyszłości wyjdą im na dobre,

nie rozpamiętują swojego pecha,

podejmują konstruktywne działania, aby zapobiec niepowodzeniom w przyszłości.

Czytając to nasuwa mi się automatyczne porównanie do jednej z zasad NLP – reframing, czyli przeramowanie. Każdemu zdarzeniu możemy nadać inną ramę i porażkę na przykład zinterpretować jako preludium do kolejnego, tym razem udanego kroku.

Osoby zajmujące się rozwojem osobistym słuchają tych praw mogą pomyśleć: tak, wiemy to, znamy, co w tym nowego? Jednak Wiseman do każdego prawa doszedł badając setki osób, przeprowadził wiele eksperymentów, przejrzał tysiące kwestionariuszy.

Muszę przyznać, że bardzo ucieszyła mnie ta książka. Dlaczego? Bo jest to dowód dla niedowiarków, dla tych, którzy nie wierzą w siłę pozytywnego myślenia. Prawa, które formułuje Wiseman, to nic innego jak zasady NLP (Programowania Neurolingwistycznego), tylko nazwane innymi słowami. To też naukowe udowodnienie zasad przyciągania ze słynnego „Sekretu” Rhondy Byrne.

Okazało się bowiem, że szczęście nie jest żadną magiczną zdolnością. Jest to stan umysłu, sposób myślenia i zachowania. Ludzie tworzą szczęście lub pecha przez swoje myśli, uczucia i działania.
A Ty, do której grupy się zaliczasz: pechowców czy szczęściarzy?

Przy odpowiedzi pamiętaj, że szczęście to stan umysłu.

Bez względu na to, czy wierzymy w siłę przyciągania czy nie, to jedno jest pewne: szczęściu można dopomóc – co profesor wraz ze swoim zespołem skutecznie udowodnił.

Dodam, że książka zawiera także dzienniczek szczęścia oraz lekcje szczęścia – polecam do wykonania. W logiczny sposób przekonamy się, że szczęściu naprawdę możemy dopomóc.

Aneta Zamojska