Jeśli ktoś podcina ci skrzydła, po prostu wznieś się ponad

Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami swoimi refleksjami na pewien temat, który wciąż wraca w mojej pracy z innymi. O co chodzi? O coś powszechnego, czyli obecność ludzi z tak zwaną „złą energią” w naszym otoczeniu.

Przyznacie, że albo macie albo mieliście wokół siebie osoby, które wpływały lub wpływają źle na wasze samopoczucie. Oni zazwyczaj krytykują i negują wasze działania. Są to osoby, które, ich zdaniem, mają patent na wszystko i tylko one mają rację. To ludzie, którzy uśmiechając się nam w oczy, za plecami, w tak zwanych białych rękawiczkach robią wszystko, by nam zaszkodzić. Pomawiają, przeszkadzają, psują humor. Dlaczego? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. I wiecie co? Przestałam zastanawiać się nad odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego to robią?”

Znam ludzi, i sama też miałam wśród osób, z którymi muszę przebywać, takie, których hobby to wtrącanie się do życia innych. A jeżeli już komuś się uda realizacja jego planu – to wtedy zaczyna się jazda. Robią wszystko, by go zdyskredytować w oczach innych. Ktoś powie: są zawistni, zazdroszczą. Być może. Nie wiem tego. Wiem z kolei jedną, podstawową rzecz. A może nawet dwie.

Otóż, po pierwsze, pytanie: „Dlaczego tak robią?” warto zamienić: „Co ja z tym zrobię?”

Słyszycie różnicę w pytaniu? Dlaczego? – ukierunkowuje nas na myślenie o przeszłości, czyli okresie czasu, który już się zadział, do którego nie możemy wrócić, nie możemy w nim nic zmienić. Rozmyślanie o nim tak naprawdę nic nam nie da, oczywiście poza tym, że wprawiamy się w złe samopoczucie i wywołujemy u siebie negatywne emocje. I tworzymy setki alternatywnych wersji tego, co by było, gdyby. Czyli tak naprawdę marnujemy czas. Bo przecież wiadomo, że to nic nie da. Chyba że jesteśmy na tyle dojrzali, że patrzymy na minioną sytuację tak zwany chłodnym spojrzeniem tylko po to, by wyciągnąć z tego wnioski i zmienić nasz sposób działania.

Jak jednak zmienić sposób działania, gdy ktoś podcina nam ciągle skrzydła. Poddać się? Odpuścić? Jeśli chcemy mieć święty spokój, to tak. Tylko czy twoim celem jest mieć święty spokój, czy rozwijać się, podążać swoją drogą, realizować swoje cele? Czy dostosowywać się do widzimisię innej osoby? Zastanów się: czy twoim celem jest spełnienie oczekiwań innej, nieżyczliwej ci osoby? A może twoim celem jest realizacja twojego planu? Własnego, tylko dla ciebie.

Wróćmy jeszcze do pytania: „Dlaczego?” Zobacz, co się stanie, gdy pytanie to zamienisz na: „Co z tym zrobię?” O ile „dlaczego” kierowało nasz strumień myślenia na przeszłość, to „Co z tym zrobię” zmienia bieg naszych myśli na przyszłość. Tutaj jest moment kreatywności, działania. Tutaj zaczyna się nasz wpływ na nasze życie. Tutaj zaczyna się moment decyzji, bez obwiniania, roztrząsania, płaczu, żalenia się. I zrzucania odpowiedzialności.

I tu niektórzy się wycofują. Tak, tak. Wolą żyć w przeświadczeniu, że ktoś zniszczył ich życie, ich plany, zablokował ich rozwój, pogrzebał ambicje. Nie oni sami – tylko ktoś. Widzicie logikę takiego tłumaczenia? Nie udało mi się, bo kolega mówił, że to bez sensu, bo nauczycielka powiedziała, że jestem na to za głupia, i tak sobie nie poradzę, bo szefowa dała jasno do zrozumienia, że ona ma patent na mądrość i każdy ma siedzieć ze spuszczoną głową w kącie.

I znów powraca pytanie: „Co z tym zrobisz?” Możesz odpuścić i skierować swoją gorycz w kierunku tej „złe” osoby. Możesz ją w duchu nazywać różnymi epitetami, możesz przez nią płakać. Tylko co ci to da? Jak wpłynie to na twoje życie? Kto tu będzie wygranym?

Jest na szczęście drugie wyjście. Możesz robić swoje. Oczywiście negatywne emocje nie znikną od razu, ale, gdy skoncentrujesz się na myśleniu o przyszłości, swojej przyszłości, na pewno zmaleją. Energia, którą do tej poświęcałeś osobie, która cię stopowała, zostanie przekierowana na konstruktywne działanie.

Nie da się zrobić – ktoś może pomyśleć. To nie takie proste. Fakt, nie proste, ale możliwe do wykonania.

Jest jednak warunek konieczny: odpowiedź na pytanie: „Czy biorę odpowiedzialność za swoje życie?” „Czy ja biorę odpowiedzialność za swoje życie?”

Uwierzcie mi, nie tak łatwo odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Bo przecież: otoczenie, nauczyciele, koledzy, szef, szefowa, oni są tacy okropni, nie dają żyć. I to pewnie są fakty. Jednak dopóki nie zdasz sobie sprawy z tego, że ty i tylko ty! jesteś odpowiedzialny za swoje życie, to nic się nie zmieni. Wciąż będziesz tkwił w martwym punkcie.

Żyjemy w społeczeństwie, jesteśmy istotami stadnymi, zawsze wokół nas będzie dużo ludzi – i bardzo dobrze. Tak powinno być. Jednak to, jak podejdziemy do wielu spraw, zależy od nas. Na ile chcemy faktycznie coś zrobić, a nie powiedzieć na stare lata: „Chciałem, chciałam, ale źli ludzie rzucali mi kłody pod nogi”. Jeśli naprawdę chciałeś, to te kłody będą dla ciebie kolejnym ekscytującym krokiem do realizacji swojego celu. Twojego celu, nie celu innych.

I żeby było jasne: nie namawiam nikogo do buntu. Pokazuję, jak zmiana postrzegania sensu naszego działania może pomóc nam w rozwoju i zatroszczeniu się o siebie. Bo jeśli my o siebie nie zadbamy, to nikłe szanse, że zrobi to ktoś inny.

I na koniec chcę wrócić do tych osób ze złą energią, tych naszych hamulcowych. Wiecie co: spójrzmy na nich ze współczuciem. Nie ze strachem, złością, nienawiścią. Wyrzućmy z siebie te negatywne emocje. Zapewne ci ludzie nie zasługują na to, byśmy poświęcali im tyle swojej energii, tyle myśli, tyle czasu. Spójrzmy na nich ze współczuciem, jak na osoby, którym być może w życiu się nie udało, być może mają kompleksy, być może ciągną nas w dół, bo sami nie mają odwagi, może przepełnia ich brak akceptacji siebie? Może sposób, w jaki taktują innych to sposób radzenia ze swoimi lękami? Może… tego nie wiemy. Ale nawet jeśli to prawda, to trudno. To ich życie.

My zadbajmy o swoje. Nie zmienimy innych, na to nie ma szans. Ale zmienimy siebie, swój sposób myślenia, swoje podejście. I tylko od Ciebie zależy, co zrobisz ze swoim życiem, bo tylko ty masz na nie wpływ.
Jeśli ktoś podcina ci skrzydła, po prostu wznieś się ponad i pokaż na co cię stać.

Tego Wam życzę

Aneta Zamojska